>perspektywa Diany<
Krążyłam po
krainie Morfeusza. Miałam różne sny. Niestety, najczęściej te gorsze ze
wspomnieniami. Chciałabym, by to wszystko było po prostu moją wyobraźnią. Żeby
to się nigdy nie zdarzyło. Ale.. czy chciałam nie mieć także tych wspaniałych wspomnień.?
Czy chciałam, by on nigdy nie pojawił się w moim życiu.? Bardzo chciałam.
Kolejny sen.
Jestem na polanie. Pełno kwiatów,
drzew. A obok mnie stoi Chris. Trzymamy się za ręce, uśmiechy widnieją na
naszych twarzach. Idziemy w głąb polany i stajemy naprzeciw siebie. Złączamy
usta w pocałunku. Nikt z nas nie wie, że jest to już ostatni pocałunek. Słońce
przykrywają chmury, a na nas spadają pierwsze krople deszczu. Oddalamy się od
siebie.
-To koniec.- Szepcze Chris i odwraca
się ode mnie idąc w drugą stronę. Łzy wylewają
się spod moich powiek. Stoję w tym samym miejscu i patrzę, jak Chris odchodzi.
Jak na zawsze znika z mojego życia. Nic nie rozumiem.. Przecież było tak
dobrze.. Ja także oddalam się i wracam do domu..
Ale to jest
nieprawdziwy sen. Bo rozeszliśmy się nie w takich okolicznościach. Było o wiele
gorzej. Nie chcę wracać wspomnieniami do tamtego dnia, jak i do miejsc, w
których razem byliśmy. Każde złe wspomnienie to kolejna kreska na ciele. To
kolejny inny głos w mojej głowie. Może i jestem dziwna, ale na pewno nie chora
psychicznie, jak twierdzi moja nie-przyjaciółka. Wreszcie się budzę. Ale nie
czuję tego zapachu, który jest w moim domu. Jest to raczej zapach sterylności.
-Obudziła
się.- Burknął jakiś chłopak bez najmniejszych emocji. Gdzie ja jestem.?
Podchodzi do mnie razem z jakimś innym facetem. Zaraz zaraz.. To Waller.!
-Pan.. pan
Waller.?- Szepczę próbując podnieść swoje ciało. Ale… dziwnym trafem, nie mogę.
-W całej
osobie.- Uśmiechnął się. O co tu do cholery chodzi.?
-A.. ale co
ja tu robię.?
-Zemdlałaś.
Podaliśmy ci środek, który uniemożliwi ci ruszanie się przez najbliższych kilka
godzin. Nerwy mogą cię ponieść i takie tam. To jest pan Malik, który będzie mi
pomagał cię leczyć.- Spojrzałam na chłopaka obok. Tak, chłopaka. Był wyjątkowo
młody. Swoje śliczne czekoladowe oczy wlepiał cały czas we mnie. Widać było, że
był znudzony siedzeniem tutaj. Cały czas nic z tego nie rozumiałam.
-Zamknęliście
mnie w psychiatryku.?!- Krzyknęłam niedowierzając.
-Praktycznie.?
Tak. Teoretycznie, nie. Musimy inaczej dowiedzieć się, co ci jest.
-A niby jak
chcecie się dowiedzieć.? I tak wam nie powiem.- Założyłam ręce na piersiach w
geście obrony. Nic ze mnie nie wyciągną.
-Mamy swoje
sposoby. Myślę, panie Malik, że możemy już zostawić Panią Caven samą.- Mruknął
Waller i wyszedł kuśtykając z pokoju.
-Nie jest tu
aż tak źle. Oni ci chcą pomóc..- Dodał ten „Malik” i wyszedł.
-NIE.! ONI
NIE CHCĄ MI POMÓC.! TO WSZYSTKO BUJDA NA KÓŁKACH.!- Wykrzyczałam. Nikt mi nie chce pomóc. Oni
chcą mnie zrujnować psychicznie zamykając tu, a później także fizycznie.- Oh
Beth.. z tobą było wszystko łatwiejsze.. Tylko ty mnie rozumiałaś..- Mruknęłam
chowając głowę w rękach. Słona ciesz powoli torowała sobie drogę wzdłuż mojej
twarzy. Dziś nawet nie próbowałam powstrzymywać łez. Przez ten cały czas
próbowałam być silna.. Ale dla kogo.? Jak nawet Niall mnie opuścił. Wiem,
ostrzegał mnie przed Chris’em, ale ja głupia mu nie wierzyłam..
Wspomnienie
-Lepiej uważaj na niego. Nie wiesz,
jaki on jest. Obejrzyj się Diana.! Nie widzisz, co on z tobą zrobił.?
-Nie będziesz mi mówił, co mam
robić.!- Krzyczę próbując powstrzymać łzy. Dobrze wiem, że Niall ma rację.
Siniaki na całym ciele i zadrapania.. Wypalone ślady po papierosach na całym
ciele w kształcie liter: C.B.
I jego zdanie, które towarzyszyło
każdemu wypalaniu: „ Jesteś moja”. W tamtych chwilach nie chciałam być jego.
Ale zazwyczaj kończyło się to tak, że wybaczałam mu.. a on nadal to robił. Czy
to było w porządku.? Oczywiście, że nie. Nigdy takim nie było. W duchu przyznawałam
rację Niallerowi za każdym razem, gdy mówił coś złego na temat Chris’a.
-Zmieniłaś się Diana. To nie jesteś
ty.- Szepcze Niall.
-Cóż.. wszyscy się zmieniają.-
Odwarkuję. W tym także Horan ma rację.. Zmieniłam się. I to nie na dobre. Byłam zupełnie inna, gdy
się poznaliśmy.. Może to wszystko przez Boston’a.? Oh.. oczywiście, że tak. To
on mnie zmienił.
-Wynoś się.- Mówię.
-I co ja ci takiego zrobiłem, co.?
-Wynoś się.! – Powtarzam głośniej.
-Próbuję cie tylko ostrzec. Ale wedle
życzenia. Tylko później nie proś mnie, bym cię do siebie przygarnął, bo Chris
to, bo Chris tamto. Mam tego dosyć. Nie to, że nie chcę ci pomóc, bardzo bym
chciał, ale ty nawet nie próbujesz mnie do siebie dopuścić, bym to zrobił. Nie
proś mnie, że mam cię do siebie przygarnąć, jeśli nawet nie chcesz mnie teraz
wysłuchać.. Nie proś. Po prostu zniknij. Nie chcę cię takiej widzieć, daj znać,
jak wróci ta sama Diana.- Odpowiada z zawodem w głosie. Wychodzi pozostawiając
mnie samą. Popełniłam błąd. Okropny błąd chcąc przyjaźnić się z Niallem.
Koniec wspomnienia
Ale teraz
myślę zupełnie inaczej. Chciałabym to wszystko odwrócić, być z Niallem
przyjaciółmi. Znowu..
-Boże, co ja
zrobiłam..- Szepczę sama do siebie.
„To była
dobra decyzja. Nie możesz jej żałować.”- Odzywa się głos w mojej głowie.
„Diana.. tak
mi przykro, że mnie przy tobie nie ma…”- Odpowiada drugi. To Beth.
-Zzostawcie
mnie..- Podsunęłam kolana pod brodę. Byłam przerażona. Słyszałam, jak to
wszystko się do mnie zbliża. Czułam ich. Łzy napłynęły mi do oczu. Nie dam
rady> pomyślałam. Osunęłam się na łóżku do pozycji leżącej i tak czekałam,
aż nieprzyjemne głosy odejdą, a moje łzy wreszcie wypłyną.
>perspektywa Zayn’a<
-Dlaczego po prostu nie położymy jej na oddziale
obserwacji.? Nie mamy jeszcze żadnych badań, nic, co mogłoby stwierdzić u niej
jakiekolwiek zaburzenia, z powodu których miałaby tam leżeć.- Próbowałem
przekonać Waller’a do swoich racji. Szedłem posłusznie za James’em do jego
gabinetu.
-Nadal nic nie rozumiesz, prawda.?!- Odwrócił się tak
szybko, że prawie na niego wpadłem.
-Rozumiem bardzo wiele. Ale jednej rzeczy nie potrafię
rozgryźć. Dlaczego ona musi tam leżeć, skoro nie ma żadnego zagrożenia.-
Wytłumaczyłem spokojnie. Widziałem w jego oczach, że jest mocno wkurzony. Ah.. jak ja lubię
działać na nerwy doktorkowi..
-Przeczytaj jej kartotekę, a dopiero później staraj
się mnie przekonać.- Warknął Waller wchodząc do gabinetu. Przewróciłem oczami i
wszedłem za nim. Podał mi plik kart, które szybko wziąłem.
-Lektura do domu. Idź się teraz zajmij Ruby. Dziś jest w
humorze, więc może uda ci się z nią porozmawiać.- Odrzekł. Wiedziałem, że teraz
nie da mi przeczytać historii leczenia Diany Bonnie Caven, więc wrzuciłem
kartki do torby. Ruszyłem korytarzem do sali, w której znajdowała się Ruby.
-Dzień dobry Ru. Jak się dzisiaj miewasz.?- Spytałem
wchodząc do jej pokoju. Nos miałem wlepiony w jej dokumenty, więc nie
zauważyłem, jak rudo włosa dziewczyna siedziała w kącie pokoju w zadrapaniach i
głębokich ranach.
-Rubyyyy.!- Przeciągnąłem wołając ją. Podniosła lekko głowę i spojrzała na mnie.
-Oni chcą, żebyś wyszedł.- Warknęła jeszcze bardziej
wtapiając się w ścianę. Skuliła się na tyle mocno, że jej rude włosy zakrywały
połowę jej wychudzonego ciała.
-Nie mam zamiaru wyjść. Zabieram cię do ogrodu.- Parsknąłem
i wyciągnąłem rękę w jej stronę.
-Nigdzie z tobą nie idę.
-Oboje dobrze wiemy, że pójdziesz.- Złapałem Ru za rękę i
podniosłem ją.
-Jasna cholera, co to jest.?!- Wykrzyknąłem. Byłem przestraszony,
jak i zdenerwowany w jednej minucie widząc świeże ślady zadrapań, krwi i
głębokich ran na jej nogach.
-Nic..- Odszepnęła.
-Dobrze widzę, co ci jest. I nie mam zamiaru tego tak
zostawić. Idziemy. – Warknąłem. Wyniosłem ją z jej pokoju i zaniosłem do
pielęgniarki, by ta mogła opatrzyć rany
Ruby. Sam wróciłem po jej dokumenty i wraz z nimi poszedłem do Waller’a.
Wiedziałem, że lepiej byłoby o tym incydencie mu nie mówić, ale czułem, że z tego byłyby
jeszcze gorsze problemy niż są teraz.
-Er…. Ja..- Zacząłem niepewien, co chcę powiedzieć.
-Ty co, Malik.?- Uniósł jedną brew James.- Nie sądzę, byś w
tak krótkim czasie zdążył porozmawiać z Ruby.
-No.. właśnie o nią chodzi.- Podrapałem się lewą ręką po
karku.
-Siadaj..- Westchnął przesuwając dokumenty na drugie
krzesło.
-Gdy wstała jej ciało…. Było strasznie wychudzone.-
Szepnąłem.
-Oh.. to nie nowość. Od dawna nie chciała jeść tego, co jest
jej przypisane.- Zaśmiał się.
-Nie dziwię się jej..- Mruknąłem.- W każdym bądź razie,
miała liczne głębokie rany, wiele zadrapań na całym ciele.
-I.?- Spytał, jakby nic się nie stało. Czasami chciałbym
mieć tak samo odporną psychikę, jak on.
-Naprawdę cię to nie interesuje.? To twój pacjent.!
-I.?- Powtórzył lekko przeciągając samogłoskę.
-Oh.. Myślę, że sama sobie tego nie zrobiła.!- Wreszcie
eksplodowałem.
-Oh.. no pewnie. Bo wcale chorzy umysłowo pacjenci, a już
tym bardziej Winceston nie potrafiliby sobie sami tego zrobić.- Zaśmiał się z
sarkazmem.
-Myślałem.. Myślałem, że to „Oni”- Odparłem wzruszając
ramionami. Wiedziałem, że zaraz mnie wyśmieje. Powie coś, że oszalałem wierząc
takiej osobie, jak Rub. Ale jej to było potrzebne. Za
każdym razem, gdy Waller odwiedzał ją kazał jej mówić.
Mówiła. Rzecz w tym, że zdaniem James’a- Zmyślała. Takim ludziom trzeba dać
okazję się wygadać. Mogą mówić prawdę.
-Ty już do reszty oszalałeś.!- No i stało się.- Jeszcze
trochę i sam dołączysz do Winceston.- Spojrzał na mnie wrogo. – Ty musisz tu
leczyć, a nie wierzyć jakiejś dziewczynie, która zmyśla byle co.!- Wykrzyknął.
-Tak.. masz rację.- Odparłem wiedząc, że już nie mam szans,
by pokazać doktorowi, że to ja mam rację. Wstałem z krzesła i ruszyłem do
gabinetu pielęgniarskiego, w którym to została opatrywana Ruby. Jęczała z bólu,
gdy gazik ze spirytusem oczyszczał jej krwawe rany na nogach. Skrzywiłem się
lekko widząc to wszystko. Nie potrafiłem nawet patrzeć na krew ściekającą z
palca. Chciałem być lekarzem, lecz przez tą jakby fobię- po prostu nie mogłem.
Wybrałem więc psychologię, a później…. Samo już wyszło, że wylądowałem tu na
praktykach.
-I jak.?
-Oh.. wszystko już dobrze. Wolałabym jednak, by dziewczyna
tych ran nie rozdrapywała. Założyliśmy szwy i opatrunek.- Pokiwałem głową i
poszedłem po jeden kaftan do szafki.
-Nie błagam.!!! Niee.!!!- Krzyczała Ru, gdy zobaczyła, że
przygotowuję go dla niej.
. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem, by w jej pokoju poczekać, aż pielęgniarka wróci razem z pacjentką i będziemy mogli założyć jej kaftan bezpieczeństwa. Po 5 minutach przyszła ze spuszczoną głową lekko pochlipując w ramię Faith.
. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem, by w jej pokoju poczekać, aż pielęgniarka wróci razem z pacjentką i będziemy mogli założyć jej kaftan bezpieczeństwa. Po 5 minutach przyszła ze spuszczoną głową lekko pochlipując w ramię Faith.
-Podałam jej tabletki otumaniające. Za chwilę przestaną
działać, więc proszę się pospieszyć.- Szepnęła mi na ucho pielęgniarka. Wziąłem
od niej Ruby i położyłem ją ostrożnie na łóżku. Delikatnie przypiąłem sprzączki
od kaftana do uchwytów w łóżku. Nie chciałem, by cierpiała przez to. Po prostu
jej go założyłem. Nawet nie zapiąłem tak mocno. Byłem pewny, że chciałaby
rozdrapać rany, przez co nie zagoiłyby się. Chwilę jeszcze popłakała i usnęła.
Czasami dziwił mnie ten spokój pacjentów. Nie byli spokojni, oni może
przyzwyczaili się do mieszkania tutaj. Jak i do tego, że tu umrą. Lecz myśląc o
Dianie nie chciałem, by tu została na całe życie. Wiedziałem, że mogę jej
pomóc. Chciałem, ale duma Waller’a mi na to nie pozwalała.
Wróciłem do gabinetu James'a i usiadłem na fotelu.
-Oj daj spokój. Jeszcze tylko 5 godzin.- Uśmiechnął się pokrzepiająco lekarz.
-Nawet mi kurwa tego nie mów. -Warknąłem. Miałem już tego wszystkiego dość. To, że on wytrzymywał cały dzień i połowę nocy w tym szpitalu, nie znaczy, że ja także muszę dzielić jego obowiązki. Sięgnąłem do torby i wyjąłem kartotekę Diany.
-Nie przestrasz się.- Rzucił przez ramię James wychodząc na codzienny obchód. Pokręciłem głową czytając jej dokumenty.. Coś strasznego..Początki schizofreni.. Spojrzałem na kartę Ruby.. Jedno wiązało się z drugim. Ruby tak samo zaczynała swoją chorobę, jak Diana. Przeczytałem także kartotekę Ruby i innych osób, które miały podobne schorzenia. Myślę, że mógłbym jej pomóc, jeśli jest to początek tej choroby- mógłbym dać radę.
*Dwie godziny później*
Siedziałem cały czas w pokoju Waller'a. Czekałem aż przyjdzie, by móc poprosić o zgodę na leczenie Diany. Wiedziałem, że małe będą tego szanse, ale warto spróbować.
-Jesteś wreszcie.!- Wstałem z fotela podchodząc do lekarza.
-O co tu... Nie.. Wolę nie pytać.- Pokręcił głową i opadł na swoje miejsce za nudnym biurkiem.
-Ja chciałem.. ja... um..- Plątałem się w słowach. Nie chciałem, żeby doktor mnie źle zrozumiał.
- Wiem co chciałeś. Chciałeś leczyć Dianę. - No i BUM. Nie zrozumiem nigdy jego toku myślenia. On jest naprawdę dziwny.! Nie rozumiem tego, jak można być tak przewidywalnym człowiekiem.
-Myślę, że mógłbym..
-Błąd Malik. Ty nie myślisz.- Wymierzył swój kościsty wskazujący palec w moją stronę.- Nie. Nie mógłbyś. Powiedziałem ci już coś na ten temat. Diana to mój pacjent. Będzie pod moją kontrolą, a nie pod kontrolą jakiegoś chłopaka, który zakochuje się w byle jakiej chorej psychicznie dziewczynie.!
-Tak.. pod twoją kontrolą. Już to widzę.- Prychnąłem.- I co.? Pójdzie w ślady Ruby i straci swoje życie w tym miejscu.?! Zniszczysz jej życie tylko dlatego, że nie potrafisz jej pomóc.? Jesteś po prostu żałosny myśląc, że tak pomożesz kolejnej dziewczynie, a tak naprawdę zniszczysz życie kolejnej twojej ofierze. Nie chcę się u ciebie uczyć. Ale wiem, że muszę, bo do ciebie mnie przypisali.- Warknąłem zabierając torbę i trzasnąłem drzwiami wychodząc z tego okropnego pokoju.
-A ty dokąd.?!- Ryknął, ale już nie odwracałem głowy. Szybko poszedłem w stronę pokoju Diany.
-Err.. Ja.. um...- Zająknąłem się drapiąc w tył karku. Leżała na łóżku z przymkniętymi oczami skulona pod kołdrą. Słyszałem, jak cicho popłakuje. Poszedłem w głąb pomieszczenia uważnie przypatrując się dziewczynie. Powinienem do niej podejść.?- Ja.. jestem Zayn. Zayn Malik. Doktor Malik.- Mruknąłem odstawiając torbę obok łóżka, a sam usiadłem obok niego na krześle.
-Zostaw mnie już w spokoju.- Załkała cicho.
-Nic od ciebie nie chcę. Nic ci nie zrobię.- Odparłem pokrzepiająco. Zbliżyłem rękę do jej ramienia, ale ta ją odsunęła i wcisnęła się bardziej w ramę łóżka.
-Czy.. Czy ktoś zrobił ci krzywdę cielesną niedawno.?- Spytałem cicho. Nie mogłaby tak reagować, gdyby nie miała jakiegoś przykrego wspomnienia.
- Nnn nie..- Szepnęła pociągając nosem.
-Powiedz mi.
-Nie chcę rozmawiać z kolejnym psychoterapeutą, który będzie próbował mi pomóc, a tak naprawdę jeszcze bardziej pogorszy moją sytuację, jak Waller.- Rzuciła szybko zachłystując się powietrzem. Jak Waller.?
*Dwie godziny później*
Siedziałem cały czas w pokoju Waller'a. Czekałem aż przyjdzie, by móc poprosić o zgodę na leczenie Diany. Wiedziałem, że małe będą tego szanse, ale warto spróbować.
-Jesteś wreszcie.!- Wstałem z fotela podchodząc do lekarza.
-O co tu... Nie.. Wolę nie pytać.- Pokręcił głową i opadł na swoje miejsce za nudnym biurkiem.
-Ja chciałem.. ja... um..- Plątałem się w słowach. Nie chciałem, żeby doktor mnie źle zrozumiał.
- Wiem co chciałeś. Chciałeś leczyć Dianę. - No i BUM. Nie zrozumiem nigdy jego toku myślenia. On jest naprawdę dziwny.! Nie rozumiem tego, jak można być tak przewidywalnym człowiekiem.
-Myślę, że mógłbym..
-Błąd Malik. Ty nie myślisz.- Wymierzył swój kościsty wskazujący palec w moją stronę.- Nie. Nie mógłbyś. Powiedziałem ci już coś na ten temat. Diana to mój pacjent. Będzie pod moją kontrolą, a nie pod kontrolą jakiegoś chłopaka, który zakochuje się w byle jakiej chorej psychicznie dziewczynie.!
-Tak.. pod twoją kontrolą. Już to widzę.- Prychnąłem.- I co.? Pójdzie w ślady Ruby i straci swoje życie w tym miejscu.?! Zniszczysz jej życie tylko dlatego, że nie potrafisz jej pomóc.? Jesteś po prostu żałosny myśląc, że tak pomożesz kolejnej dziewczynie, a tak naprawdę zniszczysz życie kolejnej twojej ofierze. Nie chcę się u ciebie uczyć. Ale wiem, że muszę, bo do ciebie mnie przypisali.- Warknąłem zabierając torbę i trzasnąłem drzwiami wychodząc z tego okropnego pokoju.
-A ty dokąd.?!- Ryknął, ale już nie odwracałem głowy. Szybko poszedłem w stronę pokoju Diany.
-Err.. Ja.. um...- Zająknąłem się drapiąc w tył karku. Leżała na łóżku z przymkniętymi oczami skulona pod kołdrą. Słyszałem, jak cicho popłakuje. Poszedłem w głąb pomieszczenia uważnie przypatrując się dziewczynie. Powinienem do niej podejść.?- Ja.. jestem Zayn. Zayn Malik. Doktor Malik.- Mruknąłem odstawiając torbę obok łóżka, a sam usiadłem obok niego na krześle.
-Zostaw mnie już w spokoju.- Załkała cicho.
-Nic od ciebie nie chcę. Nic ci nie zrobię.- Odparłem pokrzepiająco. Zbliżyłem rękę do jej ramienia, ale ta ją odsunęła i wcisnęła się bardziej w ramę łóżka.
-Czy.. Czy ktoś zrobił ci krzywdę cielesną niedawno.?- Spytałem cicho. Nie mogłaby tak reagować, gdyby nie miała jakiegoś przykrego wspomnienia.
- Nnn nie..- Szepnęła pociągając nosem.
-Powiedz mi.
-Nie chcę rozmawiać z kolejnym psychoterapeutą, który będzie próbował mi pomóc, a tak naprawdę jeszcze bardziej pogorszy moją sytuację, jak Waller.- Rzuciła szybko zachłystując się powietrzem. Jak Waller.?
-Em.. no dobrze. Powiedzmy, że jestem twoim przyjacielem. Na pewno go masz. Wyobraź go tu sobie na moim miejscu. Przypuśćmy, że rozmawiacie sobie i mówisz mu o wszystkim.
>perspektywa Diany<
"Na pewno go masz. Wyobraź go tu sobie na moim miejscu. Przypuśćmy, że rozmawiacie sobie i mówisz mu o wszystkim."- Tak bardzo bym chciała powiedzieć Niall'owi o wszystkim. Ale go tu nie ma.. Nawet nie chcę myśleć o nim, bo na samą myśl mam łzy w oczach. Tak jak miałam teraz..
-Ja.. ja nie potrafię..- Mój głos się załamał, gdy próbowałam odmówić. Nie mogłam powiedzieć jakiemuś chłopakowi, że doktor Waller się nade mną znęcał, że mam przykre wspomnienia z ojcem z rodzicami, z chłopakiem, z przyjacielem.. ze wszystkim. Po prostu nie mogłam.
-Ej.. nie jestem lekarzem. Nie będę próbował zdiagnozować twojej choroby, choć już dawno to zrobiłem. Ale nie musisz się mnie bać.
-Jjak to zzzdiagnozowałeś moja chorobę.?- Spytałam siadając na łóżku.
-Powiedzmy, że czytałem twoje dokumenty i porównałem je z innym pacjentem, który ma takie same objawy i takie tam. Wiem, co ci dolega, ale niestety Waller nie pozwolił mi cię leczyć.. Stwierdził, że lepiej będzie, jeśli to on cię wyleczy. Lecz.. powiedzmy szczerze- on nie jest w stanie cię wyleczyć. Jesteś kolejną jego ofiarą, którą zamknie w tym szpitalu i będzie się nad tobą znęcał.
-Już to robi..- Mruknęłam cicho, tak, by nie mógł usłyszeć.
-Cco robi.?- A jednak..
-On.. no nic takiego.- Rzuciłam pospiesznie, ale chłopak nie dawał za wygraną i wreszcie zgodziłam się pierwszy raz, by powiedzieć komuś moją historię. Pierwszy raz zgodziłam się na opowiedzenie jej od czasu rozłąki z Niall'em i Chris'em. Miałam nadzieję, że chociaż jemu będę mogła zaufać.
Notka: Hejoo.! Wydaaje mi się, że ten rozdział jest nieco dłuższy od pierwszego. I takie mniej więcej długości rozdziałów będą. Następny pojawi się za 5-10 komentarzy. Tak więc, do roboty.! ;D
Do następnego.!
Notka: Hejoo.! Wydaaje mi się, że ten rozdział jest nieco dłuższy od pierwszego. I takie mniej więcej długości rozdziałów będą. Następny pojawi się za 5-10 komentarzy. Tak więc, do roboty.! ;D
Do następnego.!
