piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział IV: Wszystko wychodzi na prostą.




>Perspektywa Diany<

Moje serce aż wyrywało się z piersi. Mój umysł płatał mi figle. Nie mogłam uwierzyć w to, co działo się w tej chwili.

-Ch..Chris..- Jęknęłam.

-Witaj piękna.- Uśmiechnął się. Skąd znał adres szpitala.? Dlaczego chciał się ze mną spotkać.? Co, jeśli pozwolą mu mnie zabrać.? Jedynym miejscem, gdzie teraz chciałam być, to ten pokój. Sama. Bez niego. Może wydawać się to dziwne, i naprawdę nim  jest. Lecz w tym momencie czułam się bezpieczniej pod opieką Zayn’a.

-Co ty tu robisz.?- Warknęłam. Choć spytałam tylko o to, w głowie roiło mi się od setek niezadanych pytań.

-Cóż, chciałem cię zobaczyć.- Odparł ze stoickim spokojem. I choć kiedyś pałał do mnie nienawiścią, teraz wydawał się być potulnym barankiem, w skórze jego natomiast siedział ten sam diabeł.

-Jak widać, nic się nie zmieniło.- Fuknęłam pokazując ręką na moje ciało. Powoli miałam go dość. Nie. Ja już mam go dość.- Przynajmniej teraz jestem we właściwym miejscu.- Użyłam sarkazmu przeciwko sobie..

-Oh.. To nie jest dobre miejsce dla ciebie. Zmieniło się. Nawet nie wiesz, jak bardzo.- Westchnął i wstał. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że nadal stoję w tym samym miejscu, co na początku. Chris podszedł do mnie i wyciągnął dłoń w moją stronę. Nie złapałam jej. Choć tyle razy to ona ratowała mnie przed upadkiem na samo dno. Teraz- nie chciałam jej chwycić. Chwycić jej i upaść jeszcze niżej. –Jesteś zimna.. blada. Chłodna wobec mnie. Traktujesz mnie z dystansem.. Nigdy nie byłaś taka dla mnie. Tęsknię za tobą, Diana..

-To mamy sprzeczne uczucia, bo ja za tobą nie.  Ja się zmieniłam.? Taa.. może trochę. Ale na pewno zniknęła ta dziewczyna, która kiedyś kochała cię całym sercem.- Odparłam załamując głos. To już dla mnie za dużo. Nie potrafiłam mu nic powiedzieć. No bo co mam powiedzieć chłopakowi, który bił mnie, znęcał się nade mną, a na końcu.. po prostu zdradził na moich własnych urodzinach.? Co miałam mu powiedzieć.? Że tęsknię.? I rzucić mu się na szyję.? A później odczuwać ból na całym ciele, po jego znakach.? Nie. Zniknęła już ta sama Diana. Nie ma jej. Moje serce zamieniło się w kamień. Od tamtej pory postanowiłam sobie, że nigdy, przenigdy się już nie zakocham. A przynajmniej trudno mi będzie to zrobić. On traktował mnie jak tanią dziwkę. Skąd miałam pewność, że ktoś tak samo znów ze mną nie postąpi..

-Diana.. zmieniłaś się.. Twoje ciało..- Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów z niesmakiem malującym się w oczach.- Jesteś jakaś.. inna.

-Z pewnością. Ah.. dziękuję, wszystko dobrze. Tak, jeszcze są blizny po twoich działaniach. Niee, już mniej bolą. Eve pomaga mi się ich pozbyć.- Odpowiadałam ciągle na jego niezadane pytania. Uśmiechnęłam się do niego. Był zakłopotany.- Szkoda tylko, że nikt nie chce mi pomóc pozbyć się ciebie z mojej pamięci.- Westchnęłam i poczułam łzy zbierające się w kącikach oczu. Otarłam je dłonią i położyłam się na łóżku.

-Naprawdę chcesz, żebym odszedł.?- Spytał ze zmartwieniem.

-Tak. A, i możesz pozdrowić tę sukę, która wpakowała mnie w to gówno.- Odrzekłam z nadzieją, że odpowiadam ostatni już raz. Jak i też, że chłopak sobie pójdzie.

-To wszystko dlatego, że chcemy dla ciebie dobra.- Odparł i wyszedł z sali. Moje ciało momentalnie się rozluźniło. Spojrzałam na zegarek. Jeszcze tylko 5 minut do przyjścia Malika. Postanowiłam się zdrzemnąć na chwilę, by odzyskać siły.

-Panno Caven.- Ktoś najwidoczniej miał bardzo ważną sprawę do mnie, skoro przeszkadzał mi spać. Mruknęłam cicho nie przerywając próby zaśnięcia.- Chciałbym.. ja

-Chciałbyś co Zayn.?! Nie widzisz, że próbuję odpocząć.?- Odwróciłam się

 -Chciałbym z toba pogadać.
-O.?- Uniosłam jedną brew ku górze.

-O wszystkim. Jesteś przygnębiona

-Łał.. aż tak to widać, żeby mnie zamknąć w szpitalu dla psychicznie chorych.?- Przerwałam mu.

-Diana.. to nie tak

-A jak.? Powiedz mi, proszę, bo może nie jestem aż tak błyskotliwa, by zrozumieć, po co tu jestem.!- Furia rosła we mnie z sekundy na sekundę.

-Em.. James. Znaczy, Doktor Waller. Stwierdził, że powinnaś tu zostać. Na jakiś czas..

-Może jeszcze powiesz, że jestem tak samo świrnięta, jak ci, co tu spędzą resztę swego życia.?!

-Nie. Źle mnie zrozumiałaś, to on tak myśli. Jak dla mnie.. jesteś całkiem normalna. Zrobię wszystko. Już ci to z resztą powiedziałem. Zrobię wszystko, byś stąd wyszła jak najszybciej.- Ostatnie zdanie ledwo, co usłyszałam.

On chce mnie stąd wydostać. Ale.. dlaczego chce mi pomóc.?

-Dlaczego chcesz mi pomóc.?

-Powiedzmy że to po prostu moja dobroć-


  Uśmiechnął się słodko najlepiej chyba, jak potrafił. Odwzajemniłam uśmiech, a przez chwilę ujrzałam drobne iskierki tańczące w jego brązowych tęczówkach.

-Masz piękny uśmiech, Diana. Pokazuj go częściej światu.- Odparł zwieszając wzrok.- Mogłabyś przyjść do mnie w porze lunchu?

-Am…jasne.

-Więc… punkt 12 w gabinecie obok Waller’a.- Bąknął i wyszedł. Serio Malik.?! Nigdy go nie zrozumiem… jakby nie mógł porozmawiać teraz. W tej sekundzie. Już.! Westchnęłam cicho pod nosem i ułożyłam się wygodniej w łóżku.

-Kto jest powodem westchnień.?- Ten głos… Farbowana blond czupryna. Obróciłam się lekko w stronę drzwi, a moje ciało praktycznie zamarzło.

-Na Niall..- Szepnęłam cicho.- Nialler.!!- Wykrzyknęłam głośniej i rzuciłam  mu się na szyję. Zaciągnęłam się jego unikatowym zapachem. Wciąż używa tych samych perfum, a mi to nie przeszkadza. Choć czasem mówiłam mu, by zmienił je, to uważam, że jest to jeden ze szczegółów, który pozostał w mojej pamięci. Zawsze, gdy o nim myślałam-czułam jego zapach.

-Boże, mała jak ja się za tobą stęskniłem.!!- Wykrzyknął śmiejąc się. Zawtórowałam mu, a po chwili oboje siedzieliśmy na moim łóżku.

-Czemu… czemu przyjechałeś.?

-Coś się we mnie wreszcie ruszyło. Nie powinienem cię zostawiać samej, podczas gdy ty przeżywasz załamanie nerwowe. Diana, tak bardzo cię przepraszam.- Wtulił się w moje włosy, jakby właśnie w nich otrzymał schronienie. W tym momencie wyglądał, jak małe przestraszone dziecko.

-Skąd znałeś adres.? Skąd w ogóle wiedziałeś, że tu jestem.?- Spytałam.

-Caroline mi

-Mam to gdzieś, że Caroline ci pomogła. Po co ją w ogóle o to prosiłeś.?! Mogłeś tu w ogóle nie przychodzić. Gdybyś naprawdę chciał, nie potrzebowałbyś jej.!- Krzyknęłam. Byłam wściekła. I choć chciałam, by to spotkanie naprostowało nasze relacje- chyba było jeszcze gorzej. To prawda, stęskniłam się za Nialler’em. Był na razie jedną osobą, której mogłam ufać bezgranicznie. I wiedziałam, że mnie nie wsypie.

-Diana proszę.. Ona po prostu podała mi adres. Możemy pogadać.?- Spytał podchodząc do mnie bliżej tak, że dzieliło nas teraz kilka centymetrów.

-Ta

-Jak ci się tu żyje.?- Uniósł lekko głowę, by spojrzeć mi w oczy.

-Nijak. Nie wiem sama. Czuję, jakbym była zwierzęciem zamkniętym w klatce. Ale z drugiej strony, może jest tu lepiej niż w domu z Car- Westchnęłam i opadłam na łóżko.

-Taak, to na pewno.- Zaśmiał się cicho i westchnął.- Ale myślę, że to i tak nie jest miejsce dla ciebie.- No jakbym nie wiedziała.! Horan poprawił swoją pozycję obok mnie i dodał:-Pamiętasz, śpiewałaś kiedyś.. Grałaś na gitarze..

-Ty mnie nauczyłeś grać na gitarze.- Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Nialler świetnie radził sobie z palcami na strunach.  Pamiętam, że pewnego dnia byłam w ciężkim stanie psychicznym. Płakałam praktycznie cały dzień i spotkałam się z Horanem w jego domu. Nauczył mnie wtedy grać na gitarze.

-Pamiętam, jak nic ci nie wychodziło na początku. Szarpałaś struny tak, że nikt nie mógł tego słuchać.- Znowu się zaśmiał i dostał kuksańca w ramię.- Ej, a to za co.?!

-Dopiero zaczynałam, a teraz to jestem pewna, że byłabym lepsza od ciebie!

-Taak.? Nie do wiary. Muszę kiedyś się z tobą o to założyć. Ale nie przyniosę tu gitary

-Ja.. ja kiedyś mogłabym pójść do ciebie.

-Ciekawe czy będzie taka okazja..

-Będzie będzie.- Oparł się o framugę drzwi Zayn.

-Am.. dzień dobry panie Malik. Ktoś wpuścił mojego przyjaciela..- Załamałam głos. Czy ja teraz próbuję się wytłumaczyć przed Zayn’em  Malikiem, że mój najlepszy przyjaciel wtargnął do pomieszczenia, które mogą odwiedzać pracownicy tego szpitala.?

-Zayn. Mów do mnie Zayn.- Uśmiechnął się i dodał.:- Chodź Diana.- Bąknęłam coś do Niall’a w stylu „poczekaj tu” lub „zaraz będę”.

-Jak się czujesz.?- Spytał mulat siadając na biurku naprzeciwko mnie.

-Tak jak godzinę temu.? Dzień temu.?- Odpowiedziałam. Zmarszczył brwi, a jego mięśnie się napięły. Ktoś tu się denerwuje.

-Czemu mi nie powiesz co ci jest, co.? Czemu mi po prostu tego nie ułatwisz i nie powiesz.?!- Bomba aka Malik wybuchła.

-Może po prostu nie chcę.?! Myślałeś o tym kiedyś, że może się wstydzę.? Że też mam uczucia?- Spytałam podniesionym głosem. Spokojnie Diana. Nie możesz dać się prowokować.

-Po to tu jesteś, byśmy ci pomogli. Dostałaś leki, dzięki którym powinno być lepiej.

Zaśmiałam się i dodałam już nieco ciszej:- Nafaszerujecie mnie lekami, i myślicie, że wszystko wam wyśpiewam?

-Nie. Daliśmy ci leki, byś poczuła się stabilniej, jeśli chodzi o twoją psychikę. Obiecuję, że Waller nie dowie się o tym. Masz po prostu mi powiedzieć, a ci pomogę. Dam ci wszystko czego będziesz potrzebować.

-Dasz mi wolność.? Będę mogła stąd wyjść, jak ci powiem.?

-Można tak powiedzieć.  To.? Cała prawda i tylko prawda. Mów.- Odchrząknął i wlepił swoje czekoladowe oczy we mnie.

>Zayn<

-Miałam 2, może trzy latka, jak trafiłam do domu dziecka przy Haloway Britt Street 42. Nie wiem dlaczego rodzice mnie oddali. Tam poznałam Chris’a Boston’a. Mały słodki chłopiec.- Uśmiechnęła się.- Miał szare oczy i ciemne blond włosy. Uwielbiałam je mierzwić i później patrzeć, jak je  z powrotem układa. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Rodzice jego zginęli wracając z pracy. Ale później coś się zepsuło. Ciągle się kłóciliśmy. Na początku zabieraliśmy sobie zabawki, ale z wiekiem ciągnęliśmy za włosy, obrażaliśmy się, dochodziło do rękoczynów. Aż wreszcie opiekunka oznajmiła mi, że przyszli moi nowi rodzice. Jak na nich popatrzyłam, to śmiać mi się chciało, i serio, wybuchłam śmiechem przy nich, oni tylko mnie zmierzyli wzrokiem, chwycili za ręce i wyszli. Można powiedzieć, ze nie byłam typem grzecznej dziewczynki. Po wyjściu z domu dziecka prawie w ogóle nie widziałam Chris’a. Nudziłam się całymi dniami w swoim pokoju. Moi nowi rodzice byli dość starzy, nudni i „perfekcyjni”. Wszystko musiało być idealne. Znaczy.. tak twierdziła macocha. Ale ojczym.. on był straszny. Codziennie w nocy padałam ofiarą molestowania przez niego. W dzień zachowywał się tak, jakby nic się nie stało.  Gdy miałam 16 lat, wyprawili mi przyjęcie urodzinowe. Tylko wtedy okazali choć odrobinę prawdziwej miłości do mnie. Ten dzień miał być wspaniały. Skończyło się na tym, że gdy weszłam do jednego z pokoi zauważyłam Boston’a z inną dziewczyną. Do tego czasu byliśmy razem. Ale później nie chciałam go znać. Po dwóch dniach odezwał się. Ja głupia wróciłam do niego. Później zamieszkałam razem z nim, a wtedy było jeszcze gorzej. Wypalał mi papierosem ślady na ciele w kształcie: „C.B”. Po tym mówił, że należę do niego.. Gdy był pijany bił mnie, krzyczał i znęcał się nade mną. Jestem pewna, że zdradził mnie tysiąc, albo i więcej razy. W wieku 13 lat poznałam też Niall’a. Zaprzyjaźniłam się z nim, ale później się to skończyło. Ostrzegał mnie przed Bostonem, a ja mu nie wierzyłam. Wiedziałam, że Chris się zmieni tylko  potrzebuje czasu. Nie zmienił się, a ja straciłam Niall’a na długo. Odeszłam od Chris’a i szybko poznałam Beth. Była wspaniała. Zazdrościłam jej  pięknej urody, była idealna. Podczas gdy ja trudziłam się, by zakryć jak najwięcej blizn i ran po cięciach. Wstydziłam się samej siebie. Bałam się, że ktoś mnie wyśmieje, że się tnę. Beth mi pomogła stanąć na nogi, ale umarła i ja zostałam sama. Później poznałam Caroline. –Przez cały ten czas, gdy mówiła miała łzy w oczach. Wiedziałem, że tak będzie, ale inaczej bym się nie dowiedział.-Wtedy zaczęłam słyszeć dziwne głosy.. psychiczne, nie.?- Zaśmiała się.- Tak twierdziła Car, mi nie było ani do śmiechu ani w ogóle do czegokolwiek. Próbowałam żyć dalej. Ale miałam wszystkiego dość. Car stwierdziła, że zapisze mnie do psychologa. Tym sposobem trafiłam do Waller’a. Chodziłam do niego na sesje co drugi dzień, aż w końcu pewnego razu zemdlałam i trafiłam tu.- Westchnęła i przygryzła wewnętrzną część policzka chcąc zatrzymać w sobie łzy.

-Chodź tu. 

zamknąłem ją w uścisku i mocno przytuliłem. Miała niespokojny oddech, co mogło znaczyć tylko tyle, że zaraz się rozpłacze. Nienawidziłem patrzeć, jak dziewczyna płacze. Już dość tego miałem w domu za czasów dzieciństwa. Nie chcę więcej tego typu rzeczy oglądać. A tym bardziej u Diany. Chyba to jest coś więcej, niż zwykły pacjent..- Mam dla ciebie dobrą wiadomość.- Uniosłem jej podbródek do góry i uśmiechnąłem się.

-Tak.?- Pociągnęła nosem i spojrzała na mnie tymi swoimi słodkimi dużymi oczami.

-Wychodzisz dzisiaj Diana.- Jej oczy podwoiły swoje rozmiary i otworzyła lekko usta ze zdziwienia.

-Jak.. jak to.?

-Przekonałem Waller’a, że nie ma sensu cię tu trzymać. Masz szczęście, że ta placówka jest inna niż wszystkie. Gdybyś siedziała gdzieś indziej, na przykład w ośrodku w Saint Monroes- Tam z pewnością Ojciec Arthur załatwiłby ci spokojną i powolną śmierć w ich szpitalu dla psychicznie chorych. Ale znaj moją dobrą stronę.

Nie wiem czemu to robię. Wszystkich ludzi tutaj czeka śmierć w tym samym miejscu. Pomieszczenie o jednym oknie, łóżku, krześle i stoliczku. Łał.. niezły los sobie przygotowali. Ale w tej dziewczynie nie widziałem tego samego opętania, co w innych. Faktem było, że swoim zachowaniem przypominała Ruby, trzeba było mieć na nią oko. Nie uważałem, że jest chora psychicznie, czy opętana. Była lekko zagubiona, i tylko to. Nic więcej. A to, o czym mówił Waller, to zwykłe objawy jakiegoś poważniejszego załamania. Ale myślę, że dzięki temu Niall’owi dojdzie do siebie.

-Dziękuję.- Mruknęła słodko. Zwiesiła wzrok trochę niżej, na moje usta i wiedziałem, czego oczekuje. Chciałem tego samego.  

 Gdy nasze usta się od siebie oderwały popatrzyła na mnie i po prostu wyszła.. Nie wiem, dlaczego tak prawie zawsze robią dziewczyny na filmach. Chcą pocałunku, a później uciekają.

-KURWA.!- Wydarłem się i walnąłem pięścią w ścianę. Posypał się trochę tynk, a ja wyszedłem i skierowałem się do jej pokoju.

>Diana<

Spodobał mi się ten pocałunek. Ale coś kazało mi uciec. Zerwać się i uciec. Ale chciałam tego. I myślałam, że on też tego chciał.

-Wychodzę.! Rozumiesz.?! Wypuścili mnie.!- Krzyknęłam do Niall’a i rzuciłam mu się na szyję. Okręcił mnie wokół własnej osi i zaśmiał się.

-Tak się cieszę, Diana. Jedziesz do mnie. Nie pozwolę ci już nigdy więcej uciec.- Mrugnął i wyszedł na chwilę porozmawiać z Zayn’em. Zayn… ah. Będzie mi go brakować. Chciałabym jeszcze trochę poczuć jego usta na moich. Chociaż jego ramiona wokół mnie. Jego ciepłe czekoladowe oczy wpatrzone we mnie.. To coś wspaniałego.

>Zayn<

Czy ja dobrze zrobiłem wypuszczając ją stąd.? To dla jej dobra przecież.. jakoś udało mi się przemówić do rozumu Waller’owi. Ale jestem pewien, że coś jeszcze wywinie i Diana znowu się tu znajdzie. Chciałbym jeszcze raz poczuć jej słodki smak ust…

-Musi chodzić na jakieś spotkania.? Sesje.? Cokolwiek.?- Z zamyślenia wyrwał mnie jej przyjaciel, gdy rozmawialiśmy na korytarzu czekając, aż brunetka się spakuje.

-Nie. Myślę, że nie potrzeba żadnych terapeutycznych spotkań, jak na razie.  Ale chciałbym się z nią widzieć przynajmniej dwa razy w tygodniu. Odchodzę z praktyk. Ta praca jednak nie jest dla mnie. Ale chcę jej pomóc.

-Ok. Dziękuję bardzo.

-Jeśli mógłby pan zaopiekować się nią troszkę bardziej. Nie może zostać sama. – Odparłem i zwróciłem się do Diany, która do nas podeszła:- Uważaj na siebie, Diana. - Czułam, że wszystko wychodzi na prostą.

Od autorki: Macie dłuższy rozdział. Trochę trudno mi było go napisać, ale jakoś się udało c:
Dziękuję Wam za tyle wyświetleń.! Łał.. ponad 730. Nie wiedziałam, że dojdzie do aż tylu w tak szybkim tempie. Jedno, co mnie trochę smuci, jest to, że liczba dziennych wyświetleń to od 10 do około 12, a nawet 20. A komentarzy ledwie 7. :/ Proszę, byście każdy wpis komentowali. Ja piszę rozdział około 2-3 dni, jeśli mam wenę. Natomiast czasami dochodzi do tygodnia, jak było teraz. A Wam moi drodzy, napisanie choćby: "Fajne" zajmuje parę sekund. Za to się nie płaci, a tym mnie motywujecie. Nie robię bólu dupy, czy coś takiego. Wiem, że niektóre osoby pomyślą, że powinnam się cieszyć, że ktoś w ogóle chce to czytać. I, okej. 
Następny rozdział będzie po świętach, bo ja sama chciałabym spędzić te dni z rodziną. Nie wiem dokładnie kiedy, dlatego też zaglądajcie codziennie c:
Na dzień dzisiejszy życzę Wam wesołych, pogodnych, kolorowych świąt spędzonych w gronie najbliższych. 

+chciałabym wiedzieć, czy muzyka leciała do końca czytania rozdziału, czy skończyła się wcześniej, jak czytaliście.
Do następnego.!!/Wiku

1 komentarz:

  1. Super czekam na next. :)
    Muzyka wogóle nie leciała :(

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje do dalszej pracy, Dla Ciebie to najwyżej minuta, a dla mnie bardzo wiele c;