>Perspektywa Diany<
Moje serce
aż wyrywało się z piersi. Mój umysł płatał mi figle. Nie mogłam uwierzyć w to,
co działo się w tej chwili.
-Ch..Chris..-
Jęknęłam.
-Witaj
piękna.- Uśmiechnął się. Skąd znał adres szpitala.? Dlaczego chciał się ze mną
spotkać.? Co, jeśli pozwolą mu mnie zabrać.? Jedynym miejscem, gdzie teraz
chciałam być, to ten pokój. Sama. Bez niego. Może wydawać się to dziwne, i
naprawdę nim jest. Lecz w tym momencie
czułam się bezpieczniej pod opieką Zayn’a.
-Co ty tu
robisz.?- Warknęłam. Choć spytałam tylko o to, w głowie roiło mi się od setek
niezadanych pytań.
-Cóż,
chciałem cię zobaczyć.- Odparł ze stoickim spokojem. I choć kiedyś pałał do mnie
nienawiścią, teraz wydawał się być potulnym barankiem, w skórze jego natomiast
siedział ten sam diabeł.
-Jak widać,
nic się nie zmieniło.- Fuknęłam pokazując ręką na moje ciało. Powoli miałam go
dość. Nie. Ja już mam go dość.- Przynajmniej teraz jestem we właściwym
miejscu.- Użyłam sarkazmu przeciwko sobie..
-Oh.. To nie
jest dobre miejsce dla ciebie. Zmieniło się. Nawet nie wiesz, jak bardzo.-
Westchnął i wstał. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że nadal stoję
w tym samym miejscu, co na początku. Chris podszedł do mnie i wyciągnął dłoń w
moją stronę. Nie złapałam jej. Choć tyle razy to ona ratowała mnie przed
upadkiem na samo dno. Teraz- nie chciałam jej chwycić. Chwycić jej i upaść
jeszcze niżej. –Jesteś zimna.. blada. Chłodna wobec mnie. Traktujesz mnie z
dystansem.. Nigdy nie byłaś taka dla mnie. Tęsknię za tobą, Diana..
-To mamy
sprzeczne uczucia, bo ja za tobą nie. Ja
się zmieniłam.? Taa.. może trochę. Ale na pewno zniknęła ta dziewczyna, która
kiedyś kochała cię całym sercem.- Odparłam załamując głos. To już dla mnie za
dużo. Nie potrafiłam mu nic powiedzieć. No bo co mam powiedzieć chłopakowi,
który bił mnie, znęcał się nade mną, a na końcu.. po prostu zdradził na moich
własnych urodzinach.? Co miałam mu powiedzieć.? Że tęsknię.? I rzucić mu się na
szyję.? A później odczuwać ból na całym ciele, po jego znakach.? Nie. Zniknęła
już ta sama Diana. Nie ma jej. Moje serce zamieniło się w kamień. Od tamtej
pory postanowiłam sobie, że nigdy, przenigdy się już nie zakocham. A
przynajmniej trudno mi będzie to zrobić. On traktował mnie jak tanią dziwkę.
Skąd miałam pewność, że ktoś tak samo znów ze mną nie postąpi..
-Diana..
zmieniłaś się.. Twoje ciało..- Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów z
niesmakiem malującym się w oczach.- Jesteś jakaś.. inna.
-Z
pewnością. Ah.. dziękuję, wszystko dobrze. Tak, jeszcze są blizny po twoich
działaniach. Niee, już mniej bolą. Eve pomaga mi się ich pozbyć.- Odpowiadałam
ciągle na jego niezadane pytania. Uśmiechnęłam się do niego. Był zakłopotany.-
Szkoda tylko, że nikt nie chce mi pomóc pozbyć się ciebie z mojej pamięci.-
Westchnęłam i poczułam łzy zbierające się w kącikach oczu. Otarłam je dłonią i
położyłam się na łóżku.
-Naprawdę
chcesz, żebym odszedł.?- Spytał ze zmartwieniem.
-Tak. A, i
możesz pozdrowić tę sukę, która wpakowała mnie w to gówno.- Odrzekłam z
nadzieją, że odpowiadam ostatni już raz. Jak i też, że chłopak sobie pójdzie.
-To wszystko
dlatego, że chcemy dla ciebie dobra.- Odparł i wyszedł z sali. Moje ciało
momentalnie się rozluźniło. Spojrzałam na zegarek. Jeszcze tylko 5 minut do
przyjścia Malika. Postanowiłam się zdrzemnąć na chwilę, by odzyskać siły.
-Panno
Caven.- Ktoś najwidoczniej miał bardzo ważną sprawę do mnie, skoro przeszkadzał
mi spać. Mruknęłam cicho nie przerywając próby zaśnięcia.- Chciałbym.. ja
-Chciałbyś
co Zayn.?! Nie widzisz, że próbuję odpocząć.?- Odwróciłam się
-Chciałbym z toba pogadać.
-O.?- Uniosłam jedną brew ku górze.
-O.?- Uniosłam jedną brew ku górze.
-O
wszystkim. Jesteś przygnębiona
-Łał.. aż
tak to widać, żeby mnie zamknąć w szpitalu dla psychicznie chorych.?-
Przerwałam mu.
-Diana.. to
nie tak
-A jak.?
Powiedz mi, proszę, bo może nie jestem aż tak błyskotliwa, by zrozumieć, po co
tu jestem.!- Furia rosła we mnie z sekundy na sekundę.
-Em.. James.
Znaczy, Doktor Waller. Stwierdził, że powinnaś tu zostać. Na jakiś czas..
-Może
jeszcze powiesz, że jestem tak samo świrnięta, jak ci, co tu spędzą resztę
swego życia.?!
-Nie. Źle
mnie zrozumiałaś, to on tak myśli. Jak dla mnie.. jesteś całkiem normalna.
Zrobię wszystko. Już ci to z resztą powiedziałem. Zrobię wszystko, byś stąd
wyszła jak najszybciej.- Ostatnie zdanie ledwo, co usłyszałam.
On chce mnie
stąd wydostać. Ale.. dlaczego chce mi pomóc.?
-Dlaczego
chcesz mi pomóc.?
-Powiedzmy
że to po prostu moja dobroć-
Uśmiechnął się słodko najlepiej chyba, jak potrafił. Odwzajemniłam uśmiech, a
przez chwilę ujrzałam drobne iskierki tańczące w jego brązowych tęczówkach.
-Masz piękny
uśmiech, Diana. Pokazuj go częściej światu.- Odparł zwieszając wzrok.- Mogłabyś
przyjść do mnie w porze lunchu?
-Am…jasne.
-Więc… punkt
12 w gabinecie obok Waller’a.- Bąknął i wyszedł. Serio Malik.?! Nigdy go nie
zrozumiem… jakby nie mógł porozmawiać teraz. W tej sekundzie. Już.! Westchnęłam
cicho pod nosem i ułożyłam się wygodniej w łóżku.
-Kto jest
powodem westchnień.?- Ten głos… Farbowana blond czupryna. Obróciłam się lekko w
stronę drzwi, a moje ciało praktycznie zamarzło.
-Na Niall..-
Szepnęłam cicho.- Nialler.!!- Wykrzyknęłam głośniej i rzuciłam mu się na szyję. Zaciągnęłam się jego
unikatowym zapachem. Wciąż używa tych samych perfum, a mi to nie przeszkadza.
Choć czasem mówiłam mu, by zmienił je, to uważam, że jest to jeden ze
szczegółów, który pozostał w mojej pamięci. Zawsze, gdy o nim myślałam-czułam
jego zapach.
-Boże, mała
jak ja się za tobą stęskniłem.!!- Wykrzyknął śmiejąc się. Zawtórowałam mu, a po
chwili oboje siedzieliśmy na moim łóżku.
-Czemu…
czemu przyjechałeś.?
-Coś się we
mnie wreszcie ruszyło. Nie powinienem cię zostawiać samej, podczas gdy ty
przeżywasz załamanie nerwowe. Diana, tak bardzo cię przepraszam.- Wtulił się w
moje włosy, jakby właśnie w nich otrzymał schronienie. W tym momencie wyglądał,
jak małe przestraszone dziecko.
-Skąd znałeś
adres.? Skąd w ogóle wiedziałeś, że tu jestem.?- Spytałam.
-Caroline mi
-Mam to
gdzieś, że Caroline ci pomogła. Po co ją w ogóle o to prosiłeś.?! Mogłeś tu w
ogóle nie przychodzić. Gdybyś naprawdę chciał, nie potrzebowałbyś jej.!-
Krzyknęłam. Byłam wściekła. I choć chciałam, by to spotkanie naprostowało nasze
relacje- chyba było jeszcze gorzej. To prawda, stęskniłam się za Nialler’em.
Był na razie jedną osobą, której mogłam ufać bezgranicznie. I wiedziałam, że
mnie nie wsypie.
-Diana
proszę.. Ona po prostu podała mi adres. Możemy pogadać.?- Spytał podchodząc do
mnie bliżej tak, że dzieliło nas teraz kilka centymetrów.
-Ta
-Jak ci się
tu żyje.?- Uniósł lekko głowę, by spojrzeć mi w oczy.
-Nijak. Nie
wiem sama. Czuję, jakbym była zwierzęciem zamkniętym w klatce. Ale z drugiej
strony, może jest tu lepiej niż w domu z Car- Westchnęłam i opadłam na łóżko.
-Taak, to na
pewno.- Zaśmiał się cicho i westchnął.- Ale myślę, że to i tak nie jest miejsce
dla ciebie.- No jakbym nie wiedziała.! Horan poprawił swoją pozycję obok mnie i
dodał:-Pamiętasz, śpiewałaś kiedyś.. Grałaś na gitarze..
-Ty mnie
nauczyłeś grać na gitarze.- Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Nialler
świetnie radził sobie z palcami na strunach. Pamiętam, że pewnego dnia byłam w ciężkim
stanie psychicznym. Płakałam praktycznie cały dzień i spotkałam się z Horanem w
jego domu. Nauczył mnie wtedy grać na gitarze.
-Pamiętam,
jak nic ci nie wychodziło na początku. Szarpałaś struny tak, że nikt nie mógł
tego słuchać.- Znowu się zaśmiał i dostał kuksańca w ramię.- Ej, a to za co.?!
-Dopiero
zaczynałam, a teraz to jestem pewna, że byłabym lepsza od ciebie!
-Taak.? Nie
do wiary. Muszę kiedyś się z tobą o to założyć. Ale nie przyniosę tu gitary
-Ja.. ja
kiedyś mogłabym pójść do ciebie.
-Ciekawe czy
będzie taka okazja..
-Będzie
będzie.- Oparł się o framugę drzwi Zayn.
-Am.. dzień
dobry panie Malik. Ktoś wpuścił mojego przyjaciela..- Załamałam głos. Czy ja
teraz próbuję się wytłumaczyć przed Zayn’em
Malikiem, że mój najlepszy przyjaciel wtargnął do pomieszczenia, które
mogą odwiedzać pracownicy tego szpitala.?
-Zayn. Mów
do mnie Zayn.- Uśmiechnął się i dodał.:- Chodź Diana.- Bąknęłam coś do Niall’a
w stylu „poczekaj tu” lub „zaraz będę”.
-Jak się
czujesz.?- Spytał mulat siadając na biurku naprzeciwko mnie.
-Tak jak
godzinę temu.? Dzień temu.?- Odpowiedziałam. Zmarszczył brwi, a jego mięśnie
się napięły. Ktoś tu się denerwuje.
-Czemu mi
nie powiesz co ci jest, co.? Czemu mi po prostu tego nie ułatwisz i nie
powiesz.?!- Bomba aka Malik wybuchła.
-Może po
prostu nie chcę.?! Myślałeś o tym kiedyś, że może się wstydzę.? Że też mam
uczucia?- Spytałam podniesionym głosem. Spokojnie Diana. Nie możesz dać się prowokować.
-Po to tu
jesteś, byśmy ci pomogli. Dostałaś leki, dzięki którym powinno być lepiej.
Zaśmiałam
się i dodałam już nieco ciszej:- Nafaszerujecie mnie lekami, i myślicie, że
wszystko wam wyśpiewam?
-Nie.
Daliśmy ci leki, byś poczuła się stabilniej, jeśli chodzi o twoją psychikę.
Obiecuję, że Waller nie dowie się o tym. Masz po prostu mi powiedzieć, a ci
pomogę. Dam ci wszystko czego będziesz potrzebować.
-Dasz mi
wolność.? Będę mogła stąd wyjść, jak ci powiem.?
-Można tak
powiedzieć. To.? Cała prawda i tylko
prawda. Mów.- Odchrząknął i wlepił swoje czekoladowe oczy we mnie.
>Zayn<
-Miałam 2,
może trzy latka, jak trafiłam do domu dziecka przy Haloway Britt Street 42. Nie
wiem dlaczego rodzice mnie oddali. Tam poznałam Chris’a Boston’a. Mały słodki
chłopiec.- Uśmiechnęła się.- Miał szare oczy i ciemne blond włosy. Uwielbiałam
je mierzwić i później patrzeć, jak je z
powrotem układa. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Rodzice jego zginęli
wracając z pracy. Ale później coś się zepsuło. Ciągle się kłóciliśmy. Na
początku zabieraliśmy sobie zabawki, ale z wiekiem ciągnęliśmy za włosy,
obrażaliśmy się, dochodziło do rękoczynów. Aż wreszcie opiekunka oznajmiła mi,
że przyszli moi nowi rodzice. Jak na nich popatrzyłam, to śmiać mi się chciało,
i serio, wybuchłam śmiechem przy nich, oni tylko mnie zmierzyli wzrokiem,
chwycili za ręce i wyszli. Można powiedzieć, ze nie byłam typem grzecznej
dziewczynki. Po wyjściu z domu dziecka prawie w ogóle nie widziałam Chris’a.
Nudziłam się całymi dniami w swoim pokoju. Moi nowi rodzice byli dość starzy,
nudni i „perfekcyjni”. Wszystko musiało być idealne. Znaczy.. tak twierdziła
macocha. Ale ojczym.. on był straszny. Codziennie w nocy padałam ofiarą
molestowania przez niego. W dzień zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Gdy miałam 16 lat, wyprawili mi przyjęcie
urodzinowe. Tylko wtedy okazali choć odrobinę prawdziwej miłości do mnie. Ten
dzień miał być wspaniały. Skończyło się na tym, że gdy weszłam do jednego z pokoi
zauważyłam Boston’a z inną dziewczyną. Do tego czasu byliśmy razem. Ale później
nie chciałam go znać. Po dwóch dniach odezwał się. Ja głupia wróciłam do niego.
Później zamieszkałam razem z nim, a wtedy było jeszcze gorzej. Wypalał mi
papierosem ślady na ciele w kształcie: „C.B”. Po tym mówił, że należę do
niego.. Gdy był pijany bił mnie, krzyczał i znęcał się nade mną. Jestem pewna,
że zdradził mnie tysiąc, albo i więcej razy. W wieku 13 lat poznałam też Niall’a.
Zaprzyjaźniłam się z nim, ale później się to skończyło. Ostrzegał mnie przed
Bostonem, a ja mu nie wierzyłam. Wiedziałam, że Chris się zmieni tylko potrzebuje czasu. Nie zmienił się, a ja
straciłam Niall’a na długo. Odeszłam od Chris’a i szybko poznałam Beth. Była
wspaniała. Zazdrościłam jej pięknej urody, była idealna. Podczas gdy ja
trudziłam się, by zakryć jak najwięcej blizn i ran po cięciach. Wstydziłam się
samej siebie. Bałam się, że ktoś mnie wyśmieje, że się tnę. Beth mi pomogła
stanąć na nogi, ale umarła i ja zostałam sama. Później poznałam Caroline. –Przez
cały ten czas, gdy mówiła miała łzy w oczach. Wiedziałem, że tak będzie, ale
inaczej bym się nie dowiedział.-Wtedy zaczęłam słyszeć dziwne głosy..
psychiczne, nie.?- Zaśmiała się.- Tak twierdziła Car, mi nie było ani do
śmiechu ani w ogóle do czegokolwiek. Próbowałam żyć dalej. Ale miałam
wszystkiego dość. Car stwierdziła, że zapisze mnie do psychologa. Tym sposobem
trafiłam do Waller’a. Chodziłam do niego na sesje co drugi dzień, aż w końcu
pewnego razu zemdlałam i trafiłam tu.- Westchnęła i przygryzła wewnętrzną część
policzka chcąc zatrzymać w sobie łzy.
-Chodź tu.
zamknąłem ją w uścisku i mocno
przytuliłem. Miała niespokojny oddech, co mogło znaczyć tylko tyle, że zaraz się
rozpłacze. Nienawidziłem patrzeć, jak dziewczyna płacze. Już dość tego miałem w
domu za czasów dzieciństwa. Nie chcę więcej tego typu rzeczy oglądać. A tym bardziej
u Diany. Chyba to jest coś więcej, niż zwykły pacjent..- Mam dla ciebie dobrą
wiadomość.- Uniosłem jej podbródek do góry i uśmiechnąłem się.
-Tak.?-
Pociągnęła nosem i spojrzała na mnie tymi swoimi słodkimi dużymi oczami.
-Wychodzisz
dzisiaj Diana.- Jej oczy podwoiły swoje rozmiary i otworzyła lekko usta ze
zdziwienia.
-Jak.. jak
to.?
-Przekonałem
Waller’a, że nie ma sensu cię tu trzymać. Masz szczęście, że ta placówka jest
inna niż wszystkie. Gdybyś siedziała gdzieś indziej, na przykład w ośrodku w
Saint Monroes- Tam z pewnością Ojciec Arthur załatwiłby ci spokojną i powolną
śmierć w ich szpitalu dla psychicznie chorych. Ale znaj moją dobrą stronę.
Nie wiem
czemu to robię. Wszystkich ludzi tutaj czeka śmierć w tym samym miejscu.
Pomieszczenie o jednym oknie, łóżku, krześle i stoliczku. Łał.. niezły los
sobie przygotowali. Ale w tej dziewczynie nie widziałem tego samego opętania,
co w innych. Faktem było, że swoim zachowaniem przypominała Ruby, trzeba było
mieć na nią oko. Nie uważałem, że jest chora psychicznie, czy opętana. Była
lekko zagubiona, i tylko to. Nic więcej. A to, o czym mówił Waller, to zwykłe
objawy jakiegoś poważniejszego załamania. Ale myślę, że dzięki temu Niall’owi
dojdzie do siebie.
-Dziękuję.-
Mruknęła słodko. Zwiesiła wzrok trochę niżej, na moje usta i wiedziałem, czego
oczekuje. Chciałem tego samego.
Gdy
nasze usta się od siebie oderwały popatrzyła na mnie i po prostu wyszła.. Nie
wiem, dlaczego tak prawie zawsze robią dziewczyny na filmach. Chcą pocałunku, a
później uciekają.
-KURWA.!-
Wydarłem się i walnąłem pięścią w ścianę. Posypał się trochę tynk, a ja
wyszedłem i skierowałem się do jej pokoju.
>Diana<
Spodobał mi
się ten pocałunek. Ale coś kazało mi uciec. Zerwać się i uciec. Ale chciałam
tego. I myślałam, że on też tego chciał.
-Wychodzę.!
Rozumiesz.?! Wypuścili mnie.!- Krzyknęłam do Niall’a i rzuciłam mu się na
szyję. Okręcił mnie wokół własnej osi i zaśmiał się.
-Tak się
cieszę, Diana. Jedziesz do mnie. Nie pozwolę ci już nigdy więcej uciec.-
Mrugnął i wyszedł na chwilę porozmawiać z Zayn’em. Zayn… ah. Będzie mi go
brakować. Chciałabym jeszcze trochę poczuć jego usta na moich. Chociaż jego
ramiona wokół mnie. Jego ciepłe czekoladowe oczy wpatrzone we mnie.. To coś
wspaniałego.
>Zayn<
Czy ja
dobrze zrobiłem wypuszczając ją stąd.? To dla jej dobra przecież.. jakoś udało
mi się przemówić do rozumu Waller’owi. Ale jestem pewien, że coś jeszcze
wywinie i Diana znowu się tu znajdzie. Chciałbym jeszcze raz poczuć jej słodki
smak ust…
-Musi
chodzić na jakieś spotkania.? Sesje.? Cokolwiek.?- Z zamyślenia wyrwał mnie jej
przyjaciel, gdy rozmawialiśmy na korytarzu czekając, aż brunetka się spakuje.
-Nie. Myślę,
że nie potrzeba żadnych terapeutycznych spotkań, jak na razie. Ale chciałbym się z nią widzieć przynajmniej
dwa razy w tygodniu. Odchodzę z praktyk. Ta praca jednak nie jest dla mnie. Ale
chcę jej pomóc.
-Ok.
Dziękuję bardzo.
-Jeśli mógłby
pan zaopiekować się nią troszkę bardziej. Nie może zostać sama. – Odparłem i
zwróciłem się do Diany, która do nas podeszła:- Uważaj na siebie, Diana. - Czułam, że wszystko wychodzi na prostą.
Od autorki: Macie dłuższy rozdział. Trochę trudno mi było go napisać, ale jakoś się udało c:
Dziękuję Wam za tyle wyświetleń.! Łał.. ponad 730. Nie wiedziałam, że dojdzie do aż tylu w tak szybkim tempie. Jedno, co mnie trochę smuci, jest to, że liczba dziennych wyświetleń to od 10 do około 12, a nawet 20. A komentarzy ledwie 7. :/ Proszę, byście każdy wpis komentowali. Ja piszę rozdział około 2-3 dni, jeśli mam wenę. Natomiast czasami dochodzi do tygodnia, jak było teraz. A Wam moi drodzy, napisanie choćby: "Fajne" zajmuje parę sekund. Za to się nie płaci, a tym mnie motywujecie. Nie robię bólu dupy, czy coś takiego. Wiem, że niektóre osoby pomyślą, że powinnam się cieszyć, że ktoś w ogóle chce to czytać. I, okej.
Następny rozdział będzie po świętach, bo ja sama chciałabym spędzić te dni z rodziną. Nie wiem dokładnie kiedy, dlatego też zaglądajcie codziennie c:
Na dzień dzisiejszy życzę Wam wesołych, pogodnych, kolorowych świąt spędzonych w gronie najbliższych.
Następny rozdział będzie po świętach, bo ja sama chciałabym spędzić te dni z rodziną. Nie wiem dokładnie kiedy, dlatego też zaglądajcie codziennie c:
Na dzień dzisiejszy życzę Wam wesołych, pogodnych, kolorowych świąt spędzonych w gronie najbliższych.
+chciałabym wiedzieć, czy muzyka leciała do końca czytania rozdziału, czy skończyła się wcześniej, jak czytaliście.
Do następnego.!!/Wiku
Do następnego.!!/Wiku



Super czekam na next. :)
OdpowiedzUsuńMuzyka wogóle nie leciała :(